-------------------------- --------------------------- granulka blog

czytaj
dopisz się



blog.pl
statystyki


psy
psy sportowe
storat
blog o raszce
hestia la toma
hodowla la toma
belgi
przytulisko

krewni i znajomi...
miszczu
ninan

czytam sobie...
bajka
o co chodzi
dziundzia
mojo
gt
przyszły ojciec
dudla
kochanienka
ash
michalina




I znow bede remontowac
Siedze sobie radosnie w domostwie, choruje, pracuje i obmyslam plan rozbudowy tegoz. Rozbudowa jest nam potrzebna gdyz, poniewaz w naszej rodzinie pojawi sie wkrotce nowy uczestnik i nie bedzie to tym razem kot, ale najprawdziwsze dziecko. Jak widac- sprawa jest powazna.
W ogole to znow nie opromienilam swiata notka na blogu od roku z okladem, wiec jakos ciezko zebrac mysli i napisac cos w miare z sensem, nie zanudzajac wszystkich streszczeniem ostatnich ...nastu miesiecy.

Ale wracajac do tematu remontu to na razie jestesmy w fazie z definicji przyjemniej, abowiem planujemy. I jest to jedynie definicyjna przyjemnosc, jako ze juz poroznily mnie i Frania roznice zdan. Ja mianowicie- znana fanka lazienek z wanna- uwazam, ze lazienka z prysznicem to w zasadzie brak lazienki, podczas gdy Franek lobbuje za prysznicem. Nie rozumiem tego za bardzo- ma chlopak dwa, po co mu kolejny. Za to wanna jest poki co tylko jedna, wiec dla rownowagi koniecznie nalezy postarac sie o druga. To nic ze jeden z prysznicow planuje zlikwidowac, bo syfny jest i burzy moja wizje wychodka na dole. Druga kosc niezgody to piecyk typu koza. Zawsze marzylam o czyms takim i wreszcie jest szansa swe marzenie spelnic, ale juz na etapie ogladania kozek w necie pojawily sie pytania bez odpowiedzi. Przezylismy wczoraj chwile napiec- dobrze, ze spor wybuchl jakies 15 minut przed udaniem sie na spoczynek nocny.

Pozostaje miec nadzieje, ze co nas nie zabije to nas wzmocni i remont nie zrujnuje naszego pieknego malzenstwa. Trzynajcie kciuki.
granulka 2012-01-23 09:26:12
skomentuj (0)
jak ślub to tylko w listopadzie
Z innych ciekawostek przyrodniczych, to postanowiliśmy z Franiem sformalizować nasz związek przed obliczem majestatu pani z USC, co odbyło się w minioną sobotę. Wcześniej były uroczyste zaręczyny w naszej wiejskiej kuchni, pomiędzy zakupem telewizora plazmowego, a naprawą zepsutej rolety w pokoju dziennym. W zaręczynach udział wzięli: Franio, ja oraz pierścionek. Tak więc ta część była całkiem normalna i zgodna z obowiązującymi normami. Potem  było już bardziej oryginalnie. Mianowicie uroczystości ślubne zaplanowaliśmy na 13 listopada, co u niektórych wywoływało przerażenie. Jednych bardziej martwił listopad, jeszcze innych to, że 13. Mnie spędzła sen z powiek wizja ulewy i ubłoconych butków w tym tak ważnym dniu. Jak się okazało 13 listopada okazał się dla nas dniem szczęśliwym nie tylko pododowo, bo raz, że nie mieliśmy żadnej stłuczki, dwa że nikt się nie ubłocił a trzy, że było po prostu fajnie i wesoło.Poza tym zostałam fanką listopadowych ślubów, bo restauracje witały nas z otwartymi ramionami i mogliśmy sobie wybierać i przebierać, DJ i fotograf  mieli dla nas czasu jak marasu, a ostatecznie nawet pogoda dopisała nam bardziej niż tym romantykom, którzy brali ślub w czerwcu. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie było to miłe złego początki... I tego nam życzcie.
granulka 2010-11-17 12:07:45
skomentuj (2)
lates news
Nie pisałam dawno, nie chwaliłam się newsami, a to duży błąd bo podziało się w moim skromnym życiu, oj podziało.Zacznijmy może od tego, że kupiliśmy sobie z Franiem dom. Na wsi spokojnej i wesołej. Rodzina powiększyła nam się z tej okazji o kota. Kot ma aktualnie miesięcy 5 i daje czadu rozwalając kwiecie bujne i wonne oraz drapiąc nas i gryząc w kończyny tak dolne jak i górne. Poza tym jest popielata i urocza.Z ciekawych wydarzeń, to rozbiliśmy z Franiem 2 wozy: ja rozbiłam swój, a Franio niemalże zabytkowe auto swojego ojca. Udało nam się tego dokonać w przeciągu niecałych 3 tygodni, tak więc aktualnie mamy w naprawie 2 auta... A wszystko przez kręte, wiejskie drogi, do których nie przywykliśmy i które przerosły naszą wyobraźnię i umiejętności. Bywajet. Człowiek uczy się całe życie jak widać... Na szczęście nikt nie ucierpiał fizycznie, bo szramy na psychice jednak są. Obecnie jeżdżę pożyczonym Fiatem Pandą i mojej jazdy do brawurowych zaliczyć na pewno nie można. Kiedy na zakrętach wyprzedzają mnie kolejni kierowcy, nucę sobie pod nosem „om shanti”, albo powtarzam, że „jestem oazą spokoju;  pier... k... wyluzowanym kwiatem lotosu na jeb... tafli jeziora” i pomykam dalej 50 na godzinę. Jest więc bosko. Ale bardzo nie chcę rozwalić następnego, w dodatku nie mojego auta. Poza tym taki scenariusz oznaczałby, że mebli nie kupimy jeszcze przez następne dziesiątki lat, a tego wolałabym uniknąć, jako że puste przestrzenie w wielkim domu nastrajają mnie pesymistycznie.
granulka 2010-11-17 12:07:15
skomentuj (0)
Rozmowy z Dzidzią o religii part. 2

Dzidzia: Mamo, kiedy pójdziemy do kościoła?
Ja: Obawiam, się że nieprędko. Może jak ktoś znajomy będzie brał ślub albo umrze. Dlaczego pytasz?
Dzidzia: Bo chciałabym dostać gumę.
Ja: Gumę...? W kościele nie wypada żyć gumy. Poza tym nie musisz iść do kościoła, żeby dostać gumę.
Dzidzia: Ale ja chce dostać taką od księdza, na mszy.

W ten sposób Dzidzia poznała tajemnicę ciała i krwi Chrystusa. Nie wiem czy zrozumiała. W każdym razie jej twarz wyrażała mieszaninę niedowierzania, zdziwienia i bezgranicznego zniesmaczenia.


granulka 2010-07-01 10:01:57
skomentuj (0)
Rozmowy z Dzidzią o religii
Dzidzia: Mamo, czy wszyscy mają Bozię?
Ja: Nie, Zosiu, nie wszyscy. Ludzie są różni i mają zóżne wierzenia. Jedni wierzą w Bozię, a inni w Czarne Mzimu.
Dzidzia: Acha.

Swoją drogą, skąd tyle religijności dziecku wychowywanym w tak niereligijnym domu?
granulka 2010-07-01 09:55:50
skomentuj (0)
Egzaminacyjnie
Rok temu postanowiłam się doedukować z rachunkowości. Głupia ja! Powinnam była przewidzieć, że to nie jest dobry pomysł, bo kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy trzeba będzie pokazać Światu czego się nauczyłam. Ten dzień widać już na horyzoncie zdarzeń, ponieważ będzie to dzień jutrzejszy. Przykro mi to stwierdzić, ale jutro Świat się dowie, że niewiele się nauczyłam :-(. Trudno.
Ja za to, żeby mieć poczucie dobrze spełnionego, studenckiego obowiązku, wzięłam sobie wolne w pracy i miałam się uczyć. Oczywiście szczytne idee to jedno, a brutalne życie to drugie, bo robiłam w tym czasie różne rzeczy, nie zawsze związane z nauką pilną. Na ten przykład, dziś odwiedzili mnie pan i pani. Na oko wyglądali na świadków jehowy i dobrze wyglądali bo w istocie nimi byli... I zamiast powiedzieć im od razu, że nie chcę ich słuchać, to szybko przekalkulowałam w małej główce czy ciekawszy jest problem przeznaczenia, który to rzucili mi w twarz za raz po "dzieńdobry", czy też wolę zdarzenia występujące po dniu bilansowym. Szybko uznałam, że fajniejsze jest przeznaczenie. Niestety państwo chyba oburzył mój ogólny nihilizm więc dość szybko zakończyli konwersację i musiałam wrócić do nauki pilnej. Nie ma lekko!
Teraz oczywiście żyję w stresie, że oni tu wrócą i będą chcieli kontynuować temat, a nawet mogę postanowić mnie nawrócić na swoją jedynie słuszną wiarę i że trafią na moment kiedy nie będę miała żadnego egzaminu i wtedy będę musiała być asertywna bo bólu i powiedzieć i miło acz stanowczo, żeby opuścili moje niegościnne progi.
Innym zajęciem jest prasa. Otóż Franek ostatnio wozi się w różne zakątki naszego pięknego kraju w charakterze pasażera. I jak tak się pasażeruje, to ambitnie kupuje sobie prasę typu Fakt albo Super Ekspress. A potem to przynosi do domu. Chyba dla mnie. A nawet jeśli nie dla mnie, to ja i tak to czytam, bo mam egzamin, więc glupotą byłoby się uczyć. I na ten przykład dziś przeczytałam sobie o tym, że jakiś pan zabił swoją dziewczynę gaśnicą, bo okazała się chłopakiem oraz że jacyś niedobrzy rodzice porzucili swoje dzieci, no i że Doda ma cellulit. Przykro to przyznać, ale to też jest ciekawsze od zdarzeń po dniu bilansowym... Eh...


granulka 2009-04-24 16:42:51
skomentuj (1)
Rozmowa z Dzidzią
Dzidzia: Mamo, pobawimy się w samochody?
ja: Dobrze, córeczko
Dzidzia: To ja będę ładnym samochodem
ja: ok. A ja jakim będę?
Dzidzia: A  ty będziesz... (chwila namysłu) ... ty będziesz samochodem w jeansach.
granulka 2009-03-11 18:37:33
skomentuj (0)
Medytacja dynamiczna OSHO
Nie było mnie tu trochę, bo mianowicie uduchowiło mnie ostatnimi czasy. Czytam sobie mianowicie dużo mądrych książek o jodze, medytacji, liczbach jogicznych, czakramach i innych śmiesznych sprawach. Między innymi czytam sobie książki OSHO. Lubię gościa, bo jest zmyślny i uważa, że kobiety są fajniejsze od facetów, że są mądre, lepsze w łóżku, ładniejsze i mają lepszą intuicję. Poza tym mogą robić co chcą, nie muszą mieć męża ani rodzić dzieci jeśli nie lubią. Uważa też, że faceci krzywdzili kobiety przez całe wieki, bo się ich bali. Dodatkowo OSHO nie lubi polityki i religii. Taki jest nieco nietzsheanski w swoich poglądach na człowieka i jego problemy, co mu się ogólnie chwali. Poza tym OSHO lubił fajne samochody i był filozofem. No więc spodobał mi się facet jednym słowem.
Spodobał mi się tak bardzo, że aż poszłam sobie na medytację dynamiczną OSHO. I tu wyobraźcie sobie też było fajnie. Medytacja dynamiczna OSHO składa się z 5 części: 1. chaotyczne oddechy 2. spontaniczne wyrażanie emocji 3. skakanie z rekami w górze 4. stanie nieruchomo z rękami w górze 5. radosne pląsanie.
Jesli chodzi o punkt 1. to nic szczególnie trudnego, tylko trzeba uważać żeby się nie usmarkać i pilnować żeby nie oddychać zbyt równo. Punkt 2 był fajny, bo wszyscy się wydzierali, tupali i w ogóle była niezła impreza. Mnie szybko rozbolało gardło od wrzasków, więc wymyśliłam, że będę sobie walić pięściami w matkę do jogi, ale szybko się okazało, że był to beznadziejny pomysł, bo oprócz gardła bolą mnie też ręce. Jako że do ogólnego użytku był materac i kij bambusowy, którym można było w ów materac walnąć solidnie, to uznałam, że szkoda moich pięknych piąstek i że pójdę walnąć kijkiem w materac. Niestety, oba gaddżety były okupowane przez jedną dziewczynkę, która miała chyba ciężkie życie i żadnych okazji odreagowania stresów i właśnie wtedy postanowiła odreagować wszystkie na raz tak bardzo, że aż rozwaliła bambusowy kijek i dla innych już nie było. Pozostały mi więc wrzaski i walenie pięściami. Nie było więc lekko. Skakanie z rękami w górze, a potem stanie z rękami w górze po 11 minut każde nie jest tym co granulki lubią jakoś szczególnie, ale dałam radę. Przynajmniej można było to robić w ciszy (no powiedzmy). Potem sobie jeszcze popląsałam a na koniec poleżałam na macie bez konieczności wykonywania jakichkolwiek czynności, co stanowiło najmilszą część medytacji. 
I mimo, że ubawiłam się setnie, to chyba wolę sobie siedzieć po turecku z godnością i powagą wypisaną na mem obliczu niż robić z siebie pajaca. 
granulka 2009-03-10 14:54:38
skomentuj (0)
Dlaczego jest tak

Moja Dzidzia ma ostatnio fazę pytań w stylu "a dlaczego". Odpowiedź na jedno "a dlaczego" wywołue kaskadę kolejnych. Pytania, podobnie jak otaczający nas Świat, charakteryzują się dużą różnorodnością i zmiennością. I naprawdę potrafią zaskoczyć. Na wiele znam odpowiedź, w końcu żyję już trochę na tym łez padole, ale są też tematy, których nie zgłebiłam dość dokładnie, bo a) spałam na lekcji b) tego nawet najstarsi górale nie wiedzą c) z innych powodów.
Nie wiem na ten przykład jak dokładnie działa winda. Wydawało mi się, że wiem, że funkcją windy jest jazda w górę i w dół, ale okazało się, że nie znam szczegółów anatomicznych tejże, a to niewybaczalny błąd. Nie znam też składu chemicznego silikonowej (zapewne) pianki, więc nie dziw, że się zbłaźniłam przy własnej córce. Niejakie problemy mam z odpowiedzią na pytania dotyczące zamysłu projektantów zabawek, ubrań i przedmiotów codziennego użytku: nie wiem, po prostu nie wiem dlaczego wielbłądek z IKEI ma pomarańczowy język ani dlaczego kwiatek na różowej spódnicy jest niebieski.
Dzidzia jeszcze nie rozumie, że kiedy mówię, że nie chce słyszeć ani jednego pytania więcej przez najbliższą godzinę, oznacza dokładnie tyle, że nie chce słyszeć ani jednego pytania więcej przez najbliższą godzinę. Ale w końcu jest trzy- letnią panną i być może nie dotarło do jej niewielkiej główki, że wyprowadzanie matki z równowagi może być przyczyną wieku groźnych chorób... Wolałabym jej jednak nie pokazywać.
Zrodziło się jednak pytanie, godne córki filozofa. Dzidzia zapytała kiedyś: "Mamo, dlaczego jest tak?" Dostała odpowiedź: "A dlaczego miałoby być inaczej?". I jako, że filozofia to przede wszystkim umiejętność zadawania pytań, mogę być tylko dumna. Jednak obcowanie z ontologią w okresie prenatalnym i z filozofią fizyki w czasie bardzo wczesnego niemowlęctwa wydaje teraz swe owoce.


granulka 2009-02-18 13:48:14
skomentuj (0)
Moi nowi absztyfikanci

Moja znajoma zaprosiła mnie do serwisu społecznościowego tagged.com. Poniweaż jestem miłą dziewczynką i ją lubię, to się grzecznie i karnie zarejestrowałam. Ponieważ serwis poprosił mnie o fotosa, to go grzecznie i karnie umieściłam, bo akurat posiadałam jedną fotę na komputerze w mojej boskiej pracy (bo wiecie, jakby mnie szef wkurzy i w ramach relaksu zechciałabym stworzyć CV na ten przykład, to trzeba być gotowym na wszystko). Fota jest jak najbardziej obecna, bo mianowicie zrobiłam ją we wrześniu, do dyplomu. Robił ją artysta- cudotwórca, bo z niepojętych względów wyglądam na niej jakbym miała nie więcej niż 15 lat. W ramach ścisłości wiek swój grzecznie za rzeczonym portalu podałam, zgodnie z prawdą i stanem faktycznym.
Na efekty długo nie musiałam czekać, i oto mogę sobie wybrac Księcia. A oto oni:
1. Zacznijmy od Księcia, który nie tylko był mym pierwszym na tagged.com, ale przede wszystkim wie czego pragną kobiety. Kurdo, lat 48, kawaler z Iraku. Nie pieprzył się chłopak w głupie podchody, tylko przeszedł od razu do konkretów, proponując szybki i romantyczny ślub. Napisał mi, że jego kumple już mają żonki z Polski i on też by chciał. To mi się podoba: facet któtko i na temat, konkretnie, bez tracenia czasu na nudne randki, kwiatki i czekoladki. Aż żal, że jestem zajęta, bo moja ciekawość jest istotnie wielka, jaką minę miałby Kurdo, jakbym mu napisała coś w stylu: "Jest Twoja mój Książę. P.S. Mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci to, że jestem rozwiedzioną ateistką z dzieckiem u piersi i fajowym psem". No ale lepiej nie igrać z ogniem, bo jeszcze powie, że mu nie przeszkadza i wktótce zapuka do mych drzwi z obrączkami w ręce i co ja z nim wtedy zrobię?
2. Franco z Malezji, lat 41 to mistrz lapidarności. Napisał mi tylko jedno słowo, za to takie, że majtki przez glowę ściągam jednym, wprawnym ruchem. Napisał mianowicie: "cute". Wrrrrrrrry.
3. Chłopiec z Turcji jest nieśmiały i nie zdradza swojego imienia ani wieku w pierwszym mailu do dziewczyny, ale za to zwierzył się, że szuka poważnego związku. To w sumie nie pasujemy do siebie, jako że ja nie szukam ani związku ani poważnego.
4. Bouslimi z Tunezji ma 27 lat i pisze, że chciałby sobie pogadać. Nie pisze natomiast o czym konkretnie mielibyśmy konwersować. Szkoda.
5. Jest też Chris z Austrii, lat 27, ale nie dajcie się zwieść, bo Chris jest mocno opalony. Chris się zapytowywuje w pierwszych (a zarazem ostatnich słowach swego listu) jak się mam. W sumie może powinnam mu odpowiedzieć, bo zawsze było w murzynach coś, co mnie fascynowało (nie pytajcie co ;-)).
6. Yassino z Algerii na tylko 23 lata i uśmiecha się do mnie wirtualnie, używając do tego znaków interpunkcyjnuch. Ale albo jest brzydki jak noc listopadowa, albo nie ma cyfrówki, bo nie zamieścił swojego zdjęcia. Nie zamierzam kontynuować więc znajomości z tym młodzieńcem, jako że nie przepadam za brzydkimi chłopcami, a i gołodupca też bym nie chciała.
7. Ozzi z Anglii, lat 27 pisze, że wyglądam bardzo naturalnie. Moja wrodzona szczerość podpowiada mi, żeby mu napisać, że to tylko dobry fotograf i jego Photo Shop, ale chyba jednak będę tajemniczo milczeć.
8. Ibo z wąsem a la Zagłoba przysłał mi obrazek z różami. Może nie potrafi pisać...? Ibo ma 43 lata i jest z Holandii.
9. Ibo nie napisał nic, za to 24- letni Mohammed z Algerii upisał się za dwóch, albo nawet za trzech. Ogólnie to bardzo mu się podobam. Mohammed jest chłopcem przedsiębiorczym: ma sklep i kafejkę internetową. Mieszka w (pozwólcie, że zacytuję w oryginale): "maghnia near tlemcen" (hehehe, a ja jestem z Pcimia koło Myślenic. I kto jest większy luzak, hę?).  Mohammed jest naprawdę boski, napisał mi tyle miłych rzeczy w jednym mailu i podobnie jak Kurdo marzy abym została jego żoną. W sumie czemu nie. Jedyny problem jest taki, że chłopiec umieścił zdjęcie, na którym jest trzech panów i żaden mi się nie podoba. Wolę nie wnikać, czy oferta matrymonialna dotyczy wszystkich trzech panów, bo i tak nie jestem zainteresowana. Eh...życie.
10. Poprzestańmy na tym. To tylko niewielki ekstrakt z bogactwa maili, które dostałam. A musicie wiedzieć, że maile płyną na mój profil wartkim strumieniem, zwłaszcza teraz, kiedy jestem tam zalogowana przez cały czas pisania tej notki.


granulka 2009-02-13 21:33:49
skomentuj (0)
Otrzyjcie łzy
W nawiązaniu do notki poniżej, to zostałam pośmiewiskiem. Franio przez pół wieczoru śpiewał mi: "Otrzyjcie łzy płaczące". W przerwie między spiewaniem a śpiewaniem, nie omieszkał zapytać jak było na jodze i czy sobie popłakałam. Na jodze było fajnie, ale wczoraj była zwykła Sivananda, a na tym się przecież nie płacze. Płacze się na kundalini.
Ignorant :-P.
granulka 2009-02-13 09:06:30
skomentuj (0)
Jogowo
Skoro już poruszyłam temat własnego szamaństwa, to chciałam Wam powiedzieć, że mianowicie zostałam czarownicą pierwszego stopnia. Zaczęło się niewinnie: postanowiłam ruszyć swym dorodnym tyłkiem i poszłam na jogę. Na zwykłą, jogę wegług Sivanandy. Nie za ciężkie ćwiczenia, po łbie nikt mnie nie wali, jak nie mam ochoty spędzić w pozycji świecy, ryby, świerszcza czy innego chrabąszcza 11 bitych minut i zrezygnuję po 3, a pozostałe 8 spędzę w wygodnej pozycji leżącej "na trupa". Żyć i nie umierać, a samopoczucie od razu idzie w górę, bo niby, że ćwiczę regularnie. Wiec spoko, luz i szacun.
Pewnego dnia Pani od Jogi zaagitowała, że robią jogę kundalini i że jest fajna i że gra muzyczka, że jest dynamicznie i w ogóle fajnie jest. No to przyszłam i chodzę. Na razie jest dziwnie. Dynamizm przeplata się z dużą ilością statyczności i z jakiegoś nieznanego mi powodu ta statyczność wyciska z mych pięknych oczu duże ilości łez. Ostatnio pani kazała nam klęczeć przez kilkanaście minut z wyciągniętymi przed siebie, zgiętymi rękami, a ja klęcząc płakałam sobie radośnie. Nie pytajcie dlaczego. Trochę to było stresujące, ale ponieważ pani od jogi kazała nam klęczeć z zamkniętymi oczami, to uznałam, że dopóki nie szlocham rozgłośnie, nie ma potrzeby opuszczania lokalu, i klęczałam sobie dalej. Była kupa radości, z przewagą kupy.
Po tych wydarzeniach postanowiłam zdobyć jakąś wiedzę na temat kundalini jogi, bo moje reakcje uznałam za nie do końca adekawtne i chciałam się dowiedzieć dlaczego normalna, racjonalnie myśląca kobieta ćwicząc płacze i płacząc ćwiczy. Co prawda nadal jest to dla mnie tajemnicą, ale za to wiem coraz więcej o naukach ezoterycznych, czakramach i energii wewnętrznej. Wkrótce będę uzdrawiać dotykiem, albo wzrokiem, albo jeszcze czymś innym fajnym... Mogę też rzucić jedzenie i czerpać energię z kosmosu- Franio zaoszczędzi na zakupach spożywczych, co go niewątpliwie ucieszy.  Jeśli zaprenumeruję czasopismo "Wróżka" i zacznę oglądać "Nie z tej Ziemi" zamiast "Sex and the City", to niech ktoś mnie solidnie puknie w głowę. Proszę.
granulka 2009-02-12 15:14:44
skomentuj (0)
Pracoholizm i ja
Muszę się Wam do czegoś przyznać: nie chce mi się pracować mianowicie... Z drugiej strony mam sporo rzeczy do zrobienia, więc jak widzicie, mam tu pewien konflikt interesów. Postanowilam, w ramach zarządzania sobą samą oraz tymże konfliktem, wprowadzić takie pewną optymalizację oraz moralne zobowiązanie, że będę codziennie coś robić, ale na tyle mało, żeby się nie zmęczyć. W ten sposób uznałam, że będę robić jedną rzecz z mojej listy Bardzo Pilnych, Niecierpiących Zwłoki Zadań. Jeden jest tą liczbą, liczbą tą jest jeden. Dwa nie jest tą liczbą, a trzy jest wykluczone. Zasada jest prosta. Wczoraj posprzątałam w Moich Dokumentach, przedwczoraj zrobiłam porzącek w Inboxie. Dziś zdobyłam segregator ma 2009 rok i uwierzcie, że był to wyczyn, bo moja firma korzystające z tego, że jest kryzys przestała kupować materiały biurowe. No ale jako wybitnej klasy szamanka, zajęłam się creatio ex nihilo i oto stał się czarny segregator formatu A4, sztuk 1. W sumie dziś też powkładalam trochę dokumentów do tego segregatora, więc chyba mogę uznać, że zadania (przepraszam- zadanie) na jutro zostało wykonane.
No, to idę sobie coś poczytać w necie :-D.
granulka 2009-02-12 14:27:24
skomentuj (0)
Szelma- wschodząca gwiazda fińskiej genetyki
W ramach mojego psiego bakcyla postanowilam się przyczynić dla rozwoju wiedzy na temat padaczki u owczarków belgijskich. Jako że w miocie mojej suki wystąpiła padaczka, to okazało się, że Szelma jest niezwykle cennym obiektem naukowym i mądrzy panowie z Finlandii są rządni jej krwi w celu przebadania tejże. Oczywiście jestem dumna z tego, że mam tak cennego i niezwykłego psa, problem w tym, że poproszono mnie o wypełnienie ankiety na temat stanu zdrowia mojej suki. Wszystko byłoby fajnie, gdyby Szelma nie chorowała, jako że mogłabym radośnie założyć, że cokolwiek jest w ankiecie jej nie dotyczy, albo gdyby chociaż ankieta była w naszym pięknym języku. Ale nie... Nie dość, że suka jest i była chora na wiele różnych ciekawych chorób, to jeszcze muszę się wykazać znajomością mądrej terminologii po inglisz. Życie czasem stawia przede mną straszne wyzwania. Ale co to dla mnie...? Dzieki temu poznałam wiele mądrych i niewątpliwie przydatnych słów. Jakbyście chcieli wiedzieć jak jest: niewydolność trzystki, niewydolność tarczycy, wnętorstwo, czyraczyca odbytu, cukrzyca, nużyca, nadczynność tarczycy, nieprawidłowe funkcjonowanie wątroby, wady zgryzu, wady serca, dysplazja stawów biodrowych lub łokciowych, martwica kości udowej, aseptyczna martwica chrzęstno- kostna, itp, to zgłoście się do mnie. Bo ja już wiem!
granulka 2009-02-11 11:26:21
skomentuj (0)
Transport dla pracowników, czyli radź sobie sam
Mój fajny Pracodawca postanowił wyjść naprzeciw naszym oczekiwaniom i zapewnić nam transport z pięknego miasta Kraków do swej siedziby w odległy zakątku Świata. Fajna sprawa, pomyśleli niektórzy. Do czasu. Wczoraj okazało się, że nie jest lekko i nawet taki drobiazg jak miejsca siedzące w autokarze mogą być problemem. W każdym razie mamy zakaz wsiadania do autobusu, jeśli nie ma w nim miejesc siedzących. Jak dla mnie bomba: nie ma miejsca, wszyscy wracamy do naszych cieplych wyrek. Ale ponieważ tak pięknie być nie chce, postwnowiłam nie przejmować się szczodrością Pracodawcy i liczyć na skromne możliwości mojej ulubionej Złotej Strzały. Tam miejsce za kierownicą mam zapewnione codziennie i nikt mi go nie zajmuje.
granulka 2009-02-06 13:52:02
skomentuj (0)
{smscontact}